Zbliżają się Święta, potem będzie czas odchudzania. Czas zadbać o swoją figurę = trzeba znaleźć cud dietę która pomoże mi schudnąć. Czy to na pewno dobra droga?…

Przeglądam od czas do czasu Facebooka. Co rusz pojawiają się w ostatnich tygodniach zapytania o polecenie dobrej diety która pozwoli na zrzucenie trochę kilogramów. Żartobliwie mówiąc gdy pozwolą nam zdjąć maseczki, na plaży będzie widać kto jest właścicielem tego grubego brzucha. 😉

Zastanowiłem się nad sensownością stosowania diet, liczenia kalorii, czy uprawiania joggingu na siłę. Podzielę się tu kilkoma przemyśleniami, może to komuś będzie przydatne.

Sam miałem bardzo duże problemy z nadwagą, obecnie mam znacznie mniejsze (18 kg w dół w ciągu 6 miesięcy). Co było przyczyną tego nadmiaru w okolicach brzucha? Sądzę, że głównie jedzenie i siedzący tryb życia (mało ruchu) + bardzo kiepski sen (zdarzało się, że spałem 3 – 4 h w nocy).

  • Jedzenie – lubię zjeść tłusto. Umiem i lubię gotować i często gotuję kalorycznie, ostro i słono. Oczywiście uwielbiam podjadać chipsy, słone orzeszki, paluszki i inne przekąski. Skądś to znasz? 😉 A sól zatrzymuje w organizmie wodę…
  • Picie – nigdy alkoholikiem nie byłem (zresztą oni są chudzi bo mają zniszczone organizmy), ale lubię piwo. 2 – 3 razy w tygodniu zdarzało mi się napić. Piwo samo w sobie nie jest niczym złym, ale z kilku względów powoduje tycie, min. dlatego, że wzmaga apetyt więc w ruch przy nim idą przekąski…
  • Sen – Zasypiam prawie od razu gdy przyłożę głowę do poduszki, ale często budziłem się po kilku godzinach w środku nocy. I wtedy zasnąć było trudno. Zaczynała się gonitwa myśli, wychodziły na wierzch problemy, taka „godzina wilka”…
  • Wiek – jestem byłym sportowcem, ale po kilku konkretnych kontuzjach i z półwieczem na karku. Od mniej więcej 40tki obserwuję jak bardzo mi spadł metabolizm. To i tyle ile jadłem dawniej przy regularnych treningach, dziś odkłada się w pasie zamiast być spalane.
  • Ruch – mam pracę siedzącą. Albo siedzę przy komputerze, albo siedzę w samochodzie. Jako flegmatyczny introwertyk wolę siedzieć niż ruszać się, no może poza spacerami. Dla mnie to takie „siedzenie w ruchu” i od tego właśnie zacząłem przemianę…

No dobrze, i co z tym zrobić? Zacznijmy od legendarnego tematu diety. Jestem przeciwny wszelkim dietom (poza dietą „mniej żreć, więcej się ruszać”). Dieta w samej swojej podświadomej definicji zawiera pierwiastek wyrzeczenia. „Musimy jeść coś niesmacznego, mniej niż byśmy chcieli, wyrzekamy się czegoś fajnego, chcemy osiągnąć cel poprzez TYMCZASOWE działanie. Nie lubimy tego, nie chcemy, ale MUSIMY”. Tak to widzi nasza podświadomość a my nie lubimy wyrzeczeń i przymusu. I stąd efekt jo-jo, bo po osiągnięciu wymarzonej wagi wracamy do starych nawyków i tyjemy.

Myślę, że słowem kluczem nie jest DIETA a NAWYKI. Nawyk to zachowanie które zostaje przez nas wypracowane, które wchodzi do stałego kanonu naszych zachowań i które przede wszystkim AKCEPTUJEMY, więc nie bronimy się przed nim. Pierwszym nawykiem który warto wypracować są

  • spacery. Nie musi to być od razu 10 km marsz z 10 kg plecakiem 😉 Jeździsz komunikacją? Idź przystanek dalej i tam wsiądź do autobusu. Jeździsz samochodem, zaparkuj ulicę dalej od klienta i przejdź ten kawałek. Wieczorem idź na spacer, przejdź się dookoła osiedla. W weekend pojedź do lasu. Swego czasu na piechotę do pracy chodziłem z Gdyni do Sopotu. Spacer to fajny czas na uspokojenie się, na pomyślenie. Dlaczego spacery a nie bieganie?
    Bieganie jest modne, ale bardzo obciąża stawy. Szczególnie gdy biegasz po asfalcie, czy betonie a nie chcesz mieć później problemów zdrowotnych (tak, sport to nie zawsze zdrowie) musisz zadbać o wysokiej jakości obuwie dla biegaczy i odpowiednią technikę biegu. Nie wspominam już o ludziach którzy decydują się na bieganie przy ruchliwych ulicach i wdychają nie wiedzieć czemu cały ten smog… A spacer to spacer. Jak jeszcze masz kijki, to lepiej bo przy prawidłowym ich używaniu pracują praktycznie wszystkie grupy mięśni Twojego ciała. Bardzo dobre jest pływanie, bo to aktywność ruchowa która wcale nie obciąża stawów.
  • jedzenie. Przyjąłem zasadę, że jem wszystko co lubię (zróżnicowana dieta też jest ważna). Jak chcę zjeść chipsy, to jem, ale nie codziennie, ale raz w tygodniu. W pozostałe dni dużo kaszy i niskokalorycznych produktów takich KTÓRE LUBIĘ! Jem mniej. Zrobię porcję i zjem połowę. Reszta zostaje na jutro. Dużo mniej solę swoje posiłki. Przyzwyczaiłem się do tego i polubiłem. Czuję smak potrawy a nie soli. Po 16:00 staram się już nic nie jeść. Wiem, brzmi to hardkorowo, ale można się do tego przyzwyczaić. Ja akurat zaczynam swój dzień o 5:00, więc koło 6 jest lekkie śniadanie, lunch koło 11:00, koło 15:00 obiad i koniec.
    Dużo piję, staram się pić niesłodzone napoje. Odpadają wszelkie soki ze sklepu, cola, czy energetyki To czysty cukier.
  • sen. Medytuję w ciągu dnia kilka minut. To pomogło mi się uspokoić. Między innymi dzięki temu lepiej śpię. Nawet gdy przebudzę się w nocy staram się przewrócić na drugi bok i zasnąć ponownie. Dzięki temu zacząłem spać 7 – 8 h dziennie.

Efekt: CHUDNĘ! Pomogło mi w tym też wydatnie to, że zaakceptowałem siebie takim jakim jestem. Wyluzowałem w życiu. Nie spinam się, bo „coś muszę osiągnąć”. Nic nie MUSZĘ, ale MOGĘ. Ciało nie katowane dietami, czy nadmiernym ćwiczeniem, traktowane po ludzku i akceptowane odwdzięcza się powrotem do optymalnego stanu (wagi też). Nie następuje to w ciągu kilku dni, ale w ciągu kilku miesięcy. Tak jest dużo zdrowiej i normalniej.

Powodzenia!

By admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *