Ostatnimi czasy bardzo modny jest temat everyday carry. Czy współcześnie dla typowego Polaka jest to konieczność, fanaberia, czy może sztucznie przez firmy marketingowe kreowana potrzeba?

Wśród serwisów aukcyjnych, w mediach społecznościowych, czy na YouTube można znaleźć bardzo wiele propozycji, czy omówień różnych tzw. zestawów EDC. Elementy wielu z nich dodatkowo opatrzone są określeniem „taktyczny”. Co to tak naprawdę oznacza? Czym jest sensowny zestaw EDC i czy każdemu z nas (jak głoszą media) jest niezbędny?

Cytując za Wikipedią „Zestaw EDC (ang. everyday carry – nosić codziennie) – zbiór niedużej liczby przedmiotów przystosowany do noszenia przy sobie poza domem. Mają one pomóc zarówno w codziennych czynnościach jak i w sytuacjach kryzysowych”. Definicja ta mówi o wszystkich gratach które na co dzień ze sobą nosimy. Odnoszę wrażenie, że typowym zestawem EDC typowego Polaka są klucze do domu / samochodu, telefon komórkowy, portfel, jak ktoś pali zapalniczka / zapałki, czy też papierosy. Pewnie też wielu nosi zegarek / czy ubieralne urządzenie elektroniczne z funkcją min. zegarka. Niby nic ciekawego i nic tajemniczego…

Podstawową zasadą dobrego zestawu EDC jest jego dopasowanie do właściciela. Nosimy to, co jest nam na co dzień potrzebne i w ilościach umożliwiających przenoszenie tego przy sobie (w kieszeniach, nerce, czy niewielkiej torbie na ramieniu). Trudno jest więc mówić o uniwersalnym systemie EDC, bo ten który będzie przydatny w mojej sytuacji w twojej będzie jedynie zbędnym balastem.

Dlaczego więc powstał ten tekst, skoro sprawa jest tak jasna i indywidualna? Bo nieraz (częściej niż raz na jakiś dłuższy czas) łapiemy się na tym, że nie mamy czegoś co by się akurat przydało i musimy odpuścić jakiś temat, bądź nie wiemy gdzie coś czego potrzebujemy, a co normalnie jest na naszym wyposażeniu akurat znajduje się. Wynika to z braku przemyślenia i braku planowania. I o tym chcę więcej napisać, szczególnie, że dobrze przemyślany system EDC może być pożywką dla naszego rozwoju, czy naszej pomysłowości.

Pierwszą i podstawową kwestią jest przemyślenie tego co w naszym EDC nosimy, a co powinno się znajdować (czego brakuje). Wydaje się, że skoro jest wszystko, co na co dzień mamy, to jest wszystko co być powinno. A jednak… Pewien czas temu odwiedzając groby okazało się, że jest problem z zapaleniem znicza, trzeba go było nieco przyciąć. Na co dzień nie pracuję jako nożownik, ani drwal, ale mając przy sobie malutki scyzoryk w breloczku byłem w stanie szybko dokonać niezbędnych zmian. Komentarz mojej Kobiety która chwilę później zobaczyła młodzieńca przeglądającego się we wstecznym lusterku i poprawiającego fryzurę na długo zapadł mi w pamięć: „on się przegląda w lusterku, a ty jak jest problem wyciągasz scyzoryk i zachowujesz się jak mężczyzna”. Przyznam, że podłechtało to moje ego, ale skłoniło też do przemyśleń i od tego czasu zacząłem wśród swoich klamotów nosić nie tylko mały breloczek z nożykiem (wtedy ten nożyk upaprał się w parafinie i miałem problem z jego doczyszczeniem), także większy scyzoryk, albo nieduży multitool (narzędzie wielofunkcyjne m.in. z nożem i kombinerkami). Nie jestem typem majsterkowicza, ale nagle okazało się, że narzędzie jest równie przydatne jak dotychczas noszone,
a ja przy okazji uczę się nowych fajnych rzeczy.

Dodatkowo nauczyłem się, że moje EDC powinienem podzielić na warstwy.

  • Gdy jestem w domu, zawsze mam w kieszeni scyzoryk (najczęściej Sanrenmu 710 – genialny, niewielki nożyk o dobrych parametrach), albo inny scyzoryk z mojej szuflady. To pierwsza warstwa. Nauczyłem się też, aby każdy mój nóż można było otworzyć bez problemu jedną ręką. Znacie to uczucie, gdy trzymacie coś, co musi być trzymane i przecięte a wasz scyzoryk do otwarcia wymaga obu rąk i precyzji trafienia paznokciem w rowek?… Zdecydowanie według mnie lepszy jest zwykły niewielki nóż otwierany fliperem, bądź kołkiem. Unikam noży sprężynowych, bo choć otwierają się one także jedną ręką, jednak równocześnie w przechodniach budzą często niefajne skojarzenia.
    W Policji zresztą też, a po co mam się niepotrzebnie tłumaczyć z czegoś co jest dozwolone w prawie polskim. Zresztą czym mniej elementów które mogą się popsuć tym lepiej.
  • Pracując w ogrodzie biorę dodatkowo większy multitool mający śrubokręty, kombinerki + oczywiście nóż. To druga warstwa.
  • Trzecią jest wszystko, co noszę ze sobą opuszczając na wiele godzin mój dom. Tam są wszystkie te rzeczy o których wcześniej pisałem + niewielka latarka + oczywiście obecnie maseczka, rękawiczki gumowe i płyn odkażający. W związku z tymi ostatnimi produktami pomyślałem ostatnio o rozbudowie mojego zestawu EDC o warstwę czwartą składającą się z drobnych medycznych elementów jak tabletki przeciwbólowe, lek na biegunkę (czasem na mieście możemy coś zjeść co nie wzbudzi sympatii w naszym organizmie), plastry na obtarcia, czy przecięcia (ważne szczególnie gdy posługujemy się scyzorykiem, czy innym ostrym narzędziem).

    Pozostaje kwestia gotowych sprzedawanych zestawów EDC często nazywanych ‘taktycznymi zestawami przetrwania”. Opakowane są w gustowne nieprzepuszczające wodę pudełka, puszki, czy woreczki. Mają służyć jako awaryjne narzędzia mające pomóc w sytuacjach codziennych, bądź ekstremalnych. Przyznam, że generalnie jestem ich przeciwnikiem. Ich minusem jest uniwersalność. Jak coś jest do wszystkiego, to najczęściej jest do niczego… Bardziej byłbym zwolennikiem zakupienia sobie odpowiedniego opakowania i skompletowania swojego systemu samodzielnie. Szczególnie, że wtedy możemy równocześnie zadbać o jego jakość. To, że coś jest określane jako „taktyczne” nie oznacza, że równocześnie jest dobrej jakości. Wiele elementów z takich zestawów w naszej sytuacji będzie mało przydatnych, choćby ze względu właśnie na jakość. Bo po co nam w mieście na co dzień np. kompas, szczególnie, że ten akurat (guzikowy) wskazuje północ trochę losowo… Po co nam scyzoryk z kiepskim ostrzem i o słabej konstrukcji itd. a takie narzędzia są tam często upychane aby zmniejszyć cenę. Na pewno jednak warto rozglądnąć się w tym z czego składają się takie zestawy aby przemyśleć co jeszcze może nam być przydatne, ale zakupić to we własnym zakresie i zadbać o jakość zakupu. Bierzmy przy tym pod uwagę relacje wielkości do przeznaczenia. Miniaturowa piła w tzw. „karcie przetrwania” raczej do niczego nam się nie przyda, tak samo różne miniaturowe narzędzia którymi co najwyżej okulary możemy sobie skręcić.

    Ostatnią kwestią jest sposób w jak przenosić nasz zestaw. Tu radę mam jedną: w sposób stały. Stały to znaczy zawsze w tych samych kieszeniach te same elementy, w tych samych miejscach torby itd. aby w razie nagłej potrzeby nie zastanawiać się gdzie dany przedmiot mamy schowany i nie panikować jak przysłowiowa dama szukająca w przepastnej torbie kluczy, czy dzwoniącego telefonu komórkowego. Dlatego nasze EDC warto przenosić w jakiejś formie organizera.

By admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *