Polscy myśliwi – pasjonaci, wielbiciele przyrody, czy jak twierdzą niektórzy, sadystyczni zabójcy niszczący gatunki zagrożone?

Polskie współczesne myślistwo niejedno ma oblicze, budząc wokół siebie kontrowersje skupia uwagę zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Warto mieć wyrobione własne zdanie, bo z jednej strony chodzi o nasze dobro narodowe – naszą przyrodę, a z drugiej myśliwi, to często nasi sąsiedzi, znajomi, współpracownicy.

Historycznie myślistwo było bardzo ważną częścią gospodarki, zaryzykuję stwierdzenie, że w pewnym sensie jej protoplastą. W początkach ludzkości stanowiło (oprócz zbieractwa) jedyną możliwość dostarczenia pożywienia, zresztą nie tylko o żywność chodzi, bo w skóry zwierząt ubierali się ludzie, z części ciał zwierzęcych wytwarzali niezbędne do przeżycia przedmioty.

Następnie gdy zaczęto stosować rolnictwo i ludzie rozpoczęli osiadły tryb życia to właśnie myśliwi dostarczali mięso, to oni przenosili na duże odległości wieści z innych ludzkich siedzib, to w końcu także oni przyczyniali się do bogacenia dobrej puli genowej danej społeczności. Dlaczego piszę o dobrej puli genowej? Myśliwy przebywający samotnie, bądź w niewielkiej grupie długie dni tropiąc, czy polując na zwierza, aby przetrwać musiał być człowiekiem silnym zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Musiał być człowiekiem zdrowym, niezmiernie inteligentnym aby przechytrzyć swoją ofiarę mając do dyspozycji bardzo prymitywne narzędzia, ograniczone zasoby i nauczyć się sposobów przeżycia w dziczy. Musiał potrafić pracować w grupie i mieć do jej członków zaufanie. To po pierwotnych myśliwych większość mężczyzn nawet dziś potrafi bez kompasu, intuicyjnie wskazać gdzie leży północ. Ci którzy tej sztuki nie opanowali nie przeżyli aby przekazać swoje geny…

Ich rola była ważna także po tym gdy ludzie udomowili zwierzęta i zaczęli je zabijać dla pożywienia, czy ich skór. Z czasem dostarczali władcom luksusową dziczyznę. W późniejszych wiekach sami możnowładcy i bogacze dołączyli w pewnym sensie do ich grona, choć nie polowali dla pożytku ogółu społeczności a jedynie dla specyficznie pojętej zabawy. Dowodzi to, że mit twardego człowieka potrafiącego przezwyciężyć przeciwności i odważnie stanąć naprzeciw dzikiego zwierza wciąż był obecny w pamięci ludzkiej. I nie ma tu znaczenia, że owym dzikim strasznym zwierzem zostawał zając, kaczka, kuropatwa, czy trawożerna „krowa leśna” a polowanie odbywało się z nagonką i mogło trwać jeden słoneczny dzień.

Tak dochodzimy do Polski czasów współczesnych. Mamy udomowione zwierzęta, ubojnie dostarczające wszystkim mięsa w wystarczających ilościach i innych półproduktów zwierzęcopochodnych, a dodatkowo tworzywa sztuczne z których możemy wyrabiać praktycznie wszystko do czego dawniej niezbędne były zwierzęta. Mamy też kurczące się połacie lasów które zajmuje równie kurcząca się populacja zwierząt.

W tym wszystkim porusza się grupa osób określających się mianem myśliwych i polujących na zwierzęta dziko jeszcze żyjące. Ludzie ci od lat próbują udowodnić społeczeństwu nie tyle swoją przydatność, co wręcz niezbędność ukazując swój wkład np. w ograniczenie tzw. szkodników, bądź eliminowanie osobników chorych i słabych różnych gatunków. Deklarują też miłość do przyrody i radość z możliwości z nią obcowania. Moim zdaniem cel działania członków polskich Kół Łowieckich jest jeden i zgoła inny od wszystkich deklarowanych.

Rozbijmy retorykę polskich myśliwych na czynniki pierwsze, wtedy łatwiej będzie dojść do prawdziwego powodu ich istnienia i istnienia tak dobrze cały czas mających się Kół Łowieckich…

  1. Ograniczanie populacji szkodników.

Zgodnie z prawdą rosnąca populacja lisów, czy dzików niszczy dorobek wielu rolników którzy z tego powodu ponoszą duże straty. To jest fakt któremu nikt nie zaprzeczy. W tym momencie ktoś powinien w pewnym zakresie ograniczać populację tych zwierząt. Moim zdaniem w obecnym czasie powinna być to Policja / Straż Miejska na terenach miejskich, bądź Służba Leśna na terenach bliższych lasom. Dlaczego? Po pierwsze to są służby opłacane już z naszych podatków (dlaczego mamy płacić duże pieniądze dodatkowym osobom), po drugie myśliwi sami są winni zaistniałej sytuacji (nadmiernemu rozrostowi populacji). Lisy i dziki miały od wieków swoich naturalnych wrogów regulujących ich liczebność. Przyroda sama dba o takie rzeczy, chyba, że człowiek zaczyna w nią wściubiać swój nos. Naturalnymi regulatorami liczebności tych zwierząt były rysie i wilki. Za czyją przyczyna te zwierzęta prawie zniknęły z polskich ziem? Doprowadzili do tego myśliwi. W tym aspekcie są oni jak Charlie Chaplin w „Brzdącu” który najpierw rozbija ludziom szyby w oknach po to aby za chwilę zaproponować płatną pomoc w ich wprawieniu…
Gdy już wybiją w nadmiernej ilości lisy i dziki (tak jak zrobili to z rysiami i wilkami) pytam jaką następna „plagę” swoim postępowaniem spowodują?

  1. Eliminowanie osobników chorych, czy słabych.

Tym moim zdaniem także powinni się zajmować leśnicy, bo od tego są! Ale załóżmy, że jest im niezbędna pomoc… Panuje obecnie wśród dzików epidemia ASF. Do „pomocy” oczywiście gremialnie ruszyli nasi dzielni myśliwi. Efekt? Zabitych 30 tyś dzików, w tym tylko 122 sztuki miały ASF. Dodatkowo myśliwi swój proceder uprawiają bardzo nieporządnie chociażby zostawiając na miejscu dużo krwi roznoszącej właśnie ASF… I znowu samonapędzające się koło wprawione w ruch ręką myśliwego. Oczywiście dodatkowo jest to niezły biznes, bo za każdą ubitą sztukę myśliwy inkasuje odpowiednią sumkę.

  1. Miłość do przyrody i radość z możliwości z nią obcowania.

Bycie myśliwym faktycznie łączy się z możliwością przebywania w lesie, obserwacji przyrody, dokarmiania w zimie zwierząt (czym zajmują się zawodowo leśnicy). Myślistwo nazywane czasem łowiectwem nie jest jednak ani jedyną, ani najlepszą możliwością realizowania takich zamiłowań. Pasja przebywania w lesie i obcowania z przyrodą może być realizowana bez problemu w sposób niedestrukcyjny (fotografia, survival, bushcraft). Na myśl przychodzi mi od razu znajomy fotograf, który z myśliwską pasją całe dnie i noce spędzał na wyprawach łowieckich po to aby upatrzonej zwierzynie strzelić… fotkę. Jego sposób postępowania podczas takich wypraw był zaskakująco zbieżny z praktyką myśliwską bo musiał tropić i skradać się, był obecny dreszczyk emocji i zmęczenie. Było wieczorne ognisko i spanie pod namiotem. Jedyne czego w tym było brak, to zabitej ofiary…

  1. W rozmowach z myśliwymi nie raz słyszałem, że potrzebują oni dodatkowo adrenaliny związanej z walką z godnym siebie przeciwnikiem, nutki niebezpieczeństwa, czy współzawodnictwa. Rozumiem całkowicie te męskie pragnienia, choć nie dostrzegam godnego przeciwnika w sarence zastrzelonej z karabinu z za krzaka, czy z ambony. Co więcej uważam, że takie pragnienia znacznie pełniej każdy mężczyzna może realizować np. podczas zawodów sztuk walki, ale też osiągnięcie poziomu sportowca jest znacznie trudniejsze niż strzał z strzelby…

Co więc łączy TAK NAPRAWDĘ myśliwych i jaka jest podstawa ich działania? Już ustaliliśmy, że nie jest to ani pomoc społeczeństwu, ani pomoc przyrodzie, w żadnym wypadku miłość do niej (bardzo specyficznym sposobem okazywania miłości zwierzętom jest zabijanie ich, często w okrutny sposób), czy nawet możliwość samej walki i współzawodnictwa. Te wszystkie pasje można realizować na inne sposoby nie kończące się zabijaniem. No właśnie… To jedyna pasja do której mają dostęp myśliwi a której nie mogą realizować w żaden inny legalny sposób.

Myślistwo bardzo łączy się z psychologią: mamy grupę ludzi których hobby stanowi dręczenie (nagonka, zastraszanie jest czystą formą dręczenia) i zabijanie zwierząt. To w sensie klinicznym jest dewiacja (nie wyzywam – stwierdzam fakt). Gdyby taką pasję realizowali nie będąc myśliwymi np. na psach czy kotach, czy na zwierzętach w ubojni, byliby potępiani, ścigani przez prawo i wielu z nich kierowanych na leczenie psychiatryczne. W czasach prehistorycznych myśliwy był bardzo ważną częścią społeczności, bo dostarczał mięso, obecnie w Polsce istnienie tej grupy jest bezzasadne z społecznego punktu widzenia.

Wiele lat miałem okazję rozmawiać z zwolennikami takiego spędzania czasu i dotychczas żadna z takich osób nie potrafiła mi podać racjonalnych powodów uzasadniających tą “pasję”.

Przez te wszystkie lata tylko jeden myśliwy z którym rozmawiałem miał odwagę przyznać, że po prostu lubi zabijać i dlatego robi to co robi. Choć nie pochwalam tego procederu to szanuję go za szczerość, bo bardzo nie lubię hipokryzji i dorabiania “filozofii” do bardzo prostego i niskiego motywu…

Oglądałem wywiady i rozmawiałem z wieloma myśliwymi. Oczywiście, że współczesne myślistwo to nie tylko zabijanie. Ale PODSTAWĄ jest zabijanie zwierząt. Inaczej byliby nie myśliwymi a np. fotografami (skradanie się, kamuflowanie, polowanie na najlepsze ujęcie zwierzaka itp. To czyste polowanie, ale bez zabijania), albo bushcraftowcami (biwaki w lesie, ogniska, wędrówki, naturalne życie z przyrodą itp. Świetnie się łączy z kilkudniową wyprawą fotograficzną). Jak powyżej napisałem to nawet nie jest kwestia tego, że potrzebują jako mężczyźni możliwości współzawodnictwa, walki bo to można realizować na inne sposoby. Ale w żadnym niedestrukcyjnym legalnym sposobie spędzania wolnego czasu nie ma radości z zabijania, zastraszania w nagonce itp. To łączy się jedynie z myślistwem. Chce być dobrze zrozumianym: nie jestem wegetarianinem, lubię mięso, nie mam problemu z zabiciem zwierzęcia. Ale robię to z konieczności a nie dla przyjemności. Zabijanie z pasji jest po prostu zwichrowaniem, dewiacją we współczesnym świecie. Wciąganie w to dzieci krzywdzeniem ich psychiki. Wiele osób lubi strzelać, bo skupienie podczas strzału ma działanie uspokajające, ale można strzelać sportowo do ruchomych NIEŻYWYCH celów na strzelnicy.

Reasumując, choć myślistwo historycznie jest bardzo wartościowe, jego karty są pełne heroizmu i dumy, to moim zdaniem współcześnie mamy kontakt z jego formą wynaturzoną. Z realizowaną w nim potrzebą podbudowania sztucznie swojego ego i swoich kompleksów. Z próbą legalnego realizowania niezdrowej pasji zabijania. Jest usankcjonowane i chronione przez polityków którzy próbują zapomnieć, że w naszym modelu demokracji są zaledwie średnią statystyczną społeczeństwa, a myślistwo dodaje im odrobiny poczucia błękitnej krwi z czasów gdy wielmoże jeździli polować w swoich posiadłościach.

Czerpanie przyjemności z zabijania jest dla mnie jedną z najmroczniejszych stron ludzkiej osobowości. Wiem, że jak twierdzą niektórzy naukowcy niektóre gatunki zwierząt także wykazują takie ciągoty, ale czy my – ludzie jesteśmy jedynie zwierzętami?

By admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *